Press "Enter" to skip to content

Będę malował

przeczuwam że i w wieczności błogosławionej
gdy znuży mnie melodia anielskich skrzypiec
zatęsknię czasem za naszym polem zielonym
za kurzawami dróg za nieba błękitem

wówczas wyciągał będę twardych ramion dwoje
poprzez świetliste przestrzenie bogiem święte
po jasne grona jarzębin po mgły liliowe
po złote na łąkach wilgotnych kaczeńce

i będę nimi malował na skrzydłach aniołów
ojczystych pól wzgórza i wielkie doliny
rodzinną wioskę w drzewach pod złotą zorzą
wozy na drogach płowe woły ptaszyny

a poty będę kładł na ich wielkie skrzydła barwy
aż staną się materialni jako planeta
kwitnąca w krąg owocami chlebem czarnym
misami miodu i dzbanami mleka

wówczas wezwiemy niewiasty pachnące niebem
promienne uśmiechem z gwiazdami na głowach
i przy ogromnym wielbiącym życie śpiewie
zasiądziemy do uczty przy biesiadnych stołach